Opublikował Andrzej Tucholski | 1 komentarz
Puddle of Mudd – She Hates Me!
W gimnazjum jeszcze, kiedy słuchałem wszystkiego co tylko mi ktoś polecał, kiedy o “gustach” nie było jeszcze mowy, spodobał mi się strasznie jeden klip. Miał jaja, był z jajem, genialnie brzmiał. Zapomniałem o nim potem na długie lata, niedawno zaś dzięki mojemu znajomemu (hej Rafał!) znowuż nań wpadłem. I, co tu dużo kryć, wkręciło mnie. Once again.
Post-grunge’owy zespół Puddle of Mudd, czerpiący całymi garściami z twórczości Nirvany (głównie dzięki wokaliście, którego w niektórych momentach się od Kurta Cobaina nie odróżni), miał kilka hitów. I choć można bezpiecznie powiedzieć, że cały ich pierwszy album – Come Clean – to kawał niezłej roboty, autentycznie mnie potrafił powalić tylko jeden utwór. Chyba dlatego, że jako jedyny z płyty, “She hates me” jest raczej… Pogodne. W rockowo-wkurzony sposób, oczywiście. Ale wciąż. Ten kawałek po prostu coś w sobie ma:
Posty o podobnej tematyce:
- Sposób przekazu, czyli The Kooks: Ooh la
- Młodość, czyli MGMT: Oracular Spectacular
- Pozytywnie, czyli The Killers: Mr. Brightside
- Tłusto, czyli Gunman
- Eksplozja mózgu, czyli Tenacious D: Master Exploder
Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do subskrypcji RSS.

Uuu, polecam znaleźć wersyję nieocenzurowaną. A z Puddle of Mudd to warto poznać także Blurry, Psycho i SPin You Around.
SHE F**** HATES ME!