7 gru 2009

Opublikował Andrzej Tucholski | 7 komentarzy

Sensownie, czyli Muzodajnia.pl

Sensownie, czyli Muzodajnia.pl

Parę miesięcy temu użerałem się z iTunesem, aby przyjął moją kartę. Nie chciał. Spoko, ja jego zatem też nie chciałem. Nie chciałem też piracić, tak samo jak i nie grzało mnie kupowanie pełnych albumów przy sytuacji, gdzie jarał mnie jeden kawałek. Dzięki Bogu, mam muzycznych znajomych użyczających mi od czasu do czasu swoje nieokiełznane kolekcje płyt w celu pozgrywania na empetrójki co fajniejszych utworów. Przyznasz jednak, że nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie. Dlatego też zareagowałem na pierwsze billboardy promujące nadchodzącą Muzodajnię raczej pozytywnie. Po chwili dopiero do mnie dotarło, że mając telefon w Erze, raczej się na serwis Plusa nie zarejestruję. W tym momencie przyszło jednak znienacka zaproszenie do testów serwisu.

I nie tylko się spokojnie z mojego numeru zainstalowałem w systemie. Bo, co istotniejsze, sam system okazał się być naprawdę niezły. Lepszy, niż przewidywałem, że będzie.

Przede wszystkim zaskakuje przystępność. Założenie konta trwa dosłownie parę sekund, gdzie zgodność ze wszystkimi innymi sieciami to coś teoretycznie oczywistego, w praktyce zaś rzadko spotykanego. Tu nikt się nie bawi w dzielenie internautów – traktowani jesteśmy zbiorczo. Jasne, abonenci Plusa dostają jakieś dodatkowe profity, ale nie są to różnice na tyle przytłaczające, bym jako użytkownik sieci konkurencyjnej umierał z zazdrości lub zawiści. Po wykupieniu sobie ilości piosenek do ściągnięcia (nie powiem Wam, ile średnio kosztuje jeden kawałek, cennik jest dosyć złożony; ale nie wychodzi drożej, niż kilkadziesiąt groszy) możemy zacząć buszować po bibliotece.

Pologowane, ponaliczane, herbata stygnie w szklance. Jedziemy.

Nie zapominając, że mam do czynienia z rodzącym się dopiero projektem, nie zrażam się względnie małą ilością wykonawców w systemie. Bo, po pierwsze, miło sobie pomyśleć jak to będzie wyglądało za, na przykład, rok; po drugie zaś – niby niektórych znaleźć nie mogłem, a jakoś 120 utworów pierwszego wieczora ściągnąłem. And counting.

Znajdziemy to czego szukamy albo poprzez intrygująco działającą wyszukiwarkę (tolerancja błędu we wpisywanych frazach jest tak lajtowa, że przy nieuważnym niepostawieniu asterisków możemy w wynikach dostać w zasadzie cały katalog Muzodajni), albo poprzez standardowo dzielone menu. Pop, Dance, Hiphop & R’n'B, Rock, Klasyka i Jazz, Inne. Wraz z podgrupami. Z jednej strony nikt nie spodziewałby się czegoś innego, z drugiej zaś widać, pod kogo został postawiony serwis. Samego popu jest, podejrzewam, więcej niż klasyki, jazzu oraz ‘innych’ (zawierających muzykę filmową, folk, elektroniczną i etniczną) razem wziętych. No ale cóż, takie czasy.

misiek

Zacząłem zabawę z działem Rocka. Prześmigałem wszystkich wykonawców od A do Z szukając mi znanych i pobierając wszystko co mi tylko przyjdzie do głowy. Mamy do wyboru pliki w kompresji .mp3, .wma oraz .mp4 w jakości 128 kbps. Jedynie .wma możemy wybrać też w przehighendowej 256kbps. Nie jest to dużo, ale ani purysta nie bierze muzyki z takich źródeł, ani zwykły użytkownik cokolwiek zauważy.

Sporym plusem jest z całą pewnością, sam nie wiem jak to nazwać, różnorodność wykonań poszczególnych kawałków. Np.  nie jest tak łatwo natrafić na legalne empetrójki z nagraniami Guns’n'Roses z Live Era 87′-93′. A tutaj są, i to do tego w dobrej jakości!

I z dobrymi tagami – każdy korzystający z last.fm lub iPodów wie, jak potrafi wkurzyć  nienaliczanie przesłuchania z powodu braku artysty w opisie tudzież dodanie do biblioteki ogromnego folderu z muzyką zamienionego potem na “Unkown Artist”, “Untitled”. Wszystkie pliki na Muzodajni są opisane i nie trzeba nic w nich poprawiać. Kliknąć, poczekać ułamek sekundy na download z szybkich serwerów i można się cieszyć szukanymi rytmami.

Gdzie przejawia się kolejna pozytywna strona systemu – cieszyć się nieszukanymi rytmami też możemy. O co mi chodzi? Opisze najlepiej na istniejącym przykładzie – ostatnio mam przyjemność przeżywać jakąś niegasnącą fazę na elektronikę, dobre disco i wszystko co temu related. I o ile zespoły mi znane i lubiane, polecane przez znajomych lub słuchane przeze mnie stacje radiowe poznaję i ja, tak nigdy nie wiedziałem co robić z zespołami, których po prostu nie mam jak sprawdzić (bo o jakości muzyki na YT się nie wypowiem, proszę). A miałem wielką ochotę spróbować Lady Gagi :) Ostatnio na łyżwach będąc ekipa zawiadująca halą puściła nam calutką jej płytkę i przyznam się, że nawet mi to podeszło. Ale nie kupiłbym jej albumu. Nie chciałem też szukać jej klipów (które są, powiedzmy szczerze, nieokiełznanie ohydne). Za to zassałem sobie legalnie jej trzy utwory. A potem kolejne dwa. A potem płytkę do końca.

I właśnie to jest, moim zdaniem, druga największa zaleta Plusowego portalu z muzyką. Bo nie tylko uzupełnisz na nim zbiory. Ty je na nim stworzysz od zera, sięgniesz po zupełnie nowe rzeczy. Bo tak, bo zostanie Ci jeden kawałek do ściągnięcia i nie masz pomysłu jak spożytkować. I spróbujesz czegoś jeszcze nie znanego.

Co daje mi całkiem dobry moment do wyrażenia jednej, ogromnej prośby do administratorów strony – dodajcie coś takiego jak “podobni wykonawcy”! Brakuje bardzo. Może mam to przyzwyczajenie jeszcze z czasów darmowego lasta, może z YT, ale mam. I ma je milion internautów. Jak coś słuchają, chcą wiedzieć, do czego jest to podobne.

Tak rozszerzają się gusta.

Polecam. Zawartość oferowanych bibliotek nie spowoduje u Ciebie natychmiastowego wylewu, nie padniesz też od oferowanej jakości. Ale w porównaniu z ceną, w połączeniu z faktem, że i tak (jak większość z Polaków) pewnie korzystasz ze stockowych słuchawek dodawanych do empetrójki – nie zauważysz różnicy. A jeśli lubisz mainstreamową, popularną muzykę i masz szacunek dla słuchanych wykonawców, poświęcisz te kilka złotych i pobierzesz ich utwory w legalny sposób.

Polecam przetestować samemu – mi podeszło. Sprawdź, może też się wkręcisz.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Kinowo, czyli Ipla.tv
  2. Dobre głośniki nie są złe
  3. Puddle of Mudd – She Hates Me!
  4. Open’er #2 – Pearl Jam
  5. Recenzja – Elbow: Seldom Seen Kid
Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do subskrypcji RSS.

dodajdo


  1. grzes227 says:

    Mojej muzyki nie widzę, więc się nie przyda ;)

  2. No, a mojej jest sporo :)

  3. grzes227 says:

    Ja sprawdzałem tylko trzy ulubione zespoły ;) Ani Opeth, ani Arch Enemy, ani Korpiklaani niet ;)

  4. Pozwól, że dodam 3 grosze od siebie.
    1. Tagi nie są do końca uzupełnione, zwłaszcza sprawy związane z albumem
    2. Pobierając na telefon, wkurzymy się że mamy dziwnie poopisany plik
    3. Użyteczność bardzo kuleje oj bardzo!.

  5. Kradziej says:

    Dzięki temu serwisowi zacząłeś słuchać Lady GaGi. Nie wiem, czy to dobry wpływ :>

  6. @bobiko
    1) Nie jest czasem uzupełniony wykonawca albumu, ale może to tylko u mnie wszystko jest jakoś tak działające, że w takiej sytuacji po prostu pobiera nazwisko z wykonawcy jako takiego :)
    2) Przyznaję się bez bicia, na telefon nie próbowałem nic ściągać.
    3) Nie narzekałem :) Jedynie czasem muliło wyszukiwanie, ale też nie na tyle, by zrzędzić ponad normę.

    @Kradziej
    Ha-haha. Śmieszne :p

  7. kindziukxxx says:

    też kiedyś próbowałem ale aby wyłapać jedną płytę to trzeba było ją z UK ściągnąć.. cóż trochę to trwało, ale jakość jest lepsza niż w jakiejkolwiek MP3 :)

Skomentuj