Opublikował Andrzej Tucholski | 12 komentarzy
Open’er #3 – Kasabian
O tym, że gdyński Heineken Festival nie tylko gwiazdy tworzy ale też i przybliża wielkie (& czasem wciąż nie do końca rozpoznawalne) zespoły szerszej publice, wiadomo nie od dziś. Podobnie było z Kasabian, czyli bohaterem dzisiejszego odcinka Open’er, felietonu poświęconego zespołom nadchodzącego wielkimi krokami, lipcowego wydarzenia. Brytyjscy alternatywni rockmeni skutecznie mieszają intrygująco nietypowe brzmienie gitar z właściwą domieszką elektroniki. O niecodziennych tekstach nie wspominając. Oj są nietuzinkowi, są. Lubię ich.
Większość moich znajomych na dzień po ogłoszeniu ich obecności na festiwalu miała już chociaż jedną piosenkę zapętloną w odtwarzaczu. A większość tej większości jeszcze dzień wcześniej albo słowo Kasabian kojarzyła z Lindą, jedną z postaci procesu Charlesa Mansona lub też, ewentualnie, z jakimś urywkiem z radia. Co jest nie fair, gdyż wyspiarze są serio, ale to serio utalentowani. A przy tym mają wciąż (po czterech studyjnych albumach) ogromne pokłady nieodkrytego potencjału!
Na ich koncert warto było czekać od około czterech lat, od wydania ich drugiej płyty, Empire. A było na co, gdyż muzyka ta zaiste posiada duszę. Czy ich znasz, czy dopiero poznajesz, nie pożałujesz przesłuchania. Mają niebanalne teksty, w których łączy się groteskowa psychodela z powalającym talentem do opowiadania fantastycznych historii. W tle zaś muzyka z pogranicza praktycznie wszystkiego – rocka, klasyki, elektroniki i, tak na czuja, z piętnastu innych pseudogatunków. Niezły bigos. Ale za to jaki wyjątkowy.
West Ryder Pauper Lunatic Asylum, ich najnowsza premiera, to z kolei klimaty zgoła inne niż te dotychczasowo prezentowane (co jest platynowym argumentem wspierającym tezę o ich potencjale). Balladopodobne, spokojne opowieści o głębokim i cichym brzmieniu w stylu genialnego Thick as Thieves mieszają się na trackliście z tak zwanymi kreatywnymi inspiracjami na podstawie szlagierów rocka, takich jak Fire nasuwający miłe skojarzenia z dorobkiem The Doors. A wszystko okraszone schizami pokroju flagowego Vlad the Impaler. Do przesłuchania poniżej. Oraz w lipcu, w Gdyni.
Wszystkie odcinki cyklu Open’er dostępne są tutaj.
Tekst powstał we współpracy z Olą Sikorską :)
Posty o podobnej tematyce:
- Open’er #6 – Klaxons
- Open’er #4 – Mando Diao
- Open’er #1 – The Hives
- Open’er #10 – Archive
- Open’er #2 – Pearl Jam
Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do subskrypcji RSS.
Trackbacks/Pingbacks
- Open’er | Tucholski.eu - Kultura, która Cię otacza - [...] #0 – Wprowadzenie, #1 – The Hives, #2 – Pearl Jam, #3 – Kasabian, #4 – Mando [...]
- Open’er #2 – Pearl Jam | Tucholski.eu - Kultura, która Cię otacza - [...] #0 – Wprowadzenie, #1 – The Hives, #2 – Pearl Jam, #3 – Kasabian, #4 – Mando [...]

Kasabian chętnie spotkałbym na Openerze ;)
Kasabian to stanowczo jeden z tych zespołów, które na Open’erze dadzą czadu. Ogromnego kopa, którego wszyscy zapamiętają na długi czas.
Według mnie ich najlepsza płyta to… Kasabian. Kasabian – Kasabian. Mocna jest, ma kopa. Z najnowszej płyty trawię (i kojarzę rytmicznie) Fire i Underdog. To takie kawałki, które z czasem każdy w swoim życiu pozna. ;)
Dobra rzecza, dobra rzecza. Ale znam tylko ostatni album, pora skumplować się z resztą.
Kradziełło, jakże dostojnie to brzmi ;)
Zaś co do samego Kasabian – Vlad the impaler zdecydowanie zachęca do zapoznania się z zespołem. W końcu muszę to zrobić, a lista zaległości wciąż się powiększa, hehe.
Seph, słyszałeś Kubę Hołdysa?
Tak.
I jak Ci się podoba?
Skomentowałem u Ciebie :)
Noo… dobra muzyka toto. Ale tylko dobra, jak dla mnie.
ej, Kasabian rządzą i tyla
Lubię Kasabian ;) W sumie… Lubie to za dużo powiedziane, bo znam kilka piosenek tylko, ale te które znam mi się podobają ;) Pozdro ;)
Moim zdaniem chłopaki utrzymują wprost idealne proporcje pomiędzy “klasycznym” rockowym instrumentarium a elektronicznymi brzmieniami. Przyznaję bez bicia, że przed zapowiedzią Open’era słyszałem raptem “Fire”, ale Kasabian niebywale trafił w moje gusta przy “kontrolnym” przesłuchaniu.
“West Ryder…” jest świetne (akurat Vlad na tym tle jest IMO średni), ale “Kasabian” jest równie dobre, takie kawałki jak “Club Foot”, “L.S.F”, “Butcher Blues” bardzo mi podchodzą.