Opublikował Andrzej Tucholski | 3 komentarzy
Open’er #4 – Mando Diao
Desant zespołów z północy kontynentu na zachodnioeuropejski rynek muzyczny jest w ostatnich latach niesamowity. Chociażby z samego Open’era, jak na razie, możemy wyróżnić szwedzkich Hivesów. Zdolny to naród, twórczy instrumentalnie i obdarzony całkiem konkretnymi wokalistami. I zsyłający na nas kolejną ekipę, tym razem nazwaną słowami pochodzącymi z psychodelicznego snu piosenkarza, Björna Dixgårda. Ekipę nazwaną Mando Diao. I mającą sporo do zaoferowania.
Chłopaki zbierali się w skład mniej więcej od 95′ roku, w 2002 wydali pierwszy album (do którego piosenki powstały podczas półrocznego okresu twórczego jaki zafundowali sobie dwaj założyciele w odosobnionym domku wypoczynkowym wyposażonym jedynie w gitary i notesy). A potem się potoczyło.
W zeszłym roku Mando Diao rzucili do sklepów najnowszą, czwartą, płytkę. Odnoszącą konkretne sukcesy na całym świecie Give Me Fire pełną dwuznacznych i aluzyjnych piosenek. Nocnych takich. Przyjemnych, wyróżniających się z natłoku innych podobnych produkcji. Będących pomieszaniem Kings of Leon, latino rocka, czasem Hivesów, czasem Franzów. A czasem czegoś zupełnie nowego.
Całkiem miło się słucha zestawu kawałków, spośród niektóre są uwodzące i spokojne, niczym High Heels, część zaś swoimi refrenami bezczelnie zaprasza do przyspieszenia kroku i podjęcia decyzji. Takim utworem jest na przykład flagowe Dance with somebody. Zupełnie różne od pozostałych pomysłów, również trafione. Również intrygujące i proszące się o zapętlenie w odtwarzaczu.
Tak. Rockmeni z Borlänge to stanowczo jeden z silniejszych punktów tegorocznego festiwalu. Może nie są tak znani jak Pearl Jam, nie są tak charakterystyczni jak Massive Attack, ale się bronią. Mają na siebie pomysł i skrupulatnie się go trzymają. A zresztą, co ja Cię będę przekonywał pustymi słowy. Zmierz się z ich twórczością twarzą w twarz.
A na Twojego adwersarza w tym pojedynku wyznaczam Glorię. Moim skromnym zdaniem absolutny hit lansujący nie tylko fajne, staroszkolne brzmienia ale też i namawiający współczesne pokolenie tworzących muzykę do powrotu do korzeni w kontekście tekstów. Kiedy ostatnio powstał mający moc i srogi wydźwięk kawałek traktujący o femme fatale? Dawno, prawda?
No. A więc miłego słuchania.
Kolejny odcinek Open’era już w najbliższą sobotę, 20. marca
Wszystkie odcinki cyklu Open’er dostępne są tutaj.
Posty o podobnej tematyce:
- Open’er #6 – Klaxons
- Open’er #1 – The Hives
- Open’er #2 – Pearl Jam
- Open’er #3 – Kasabian
- Open’er #7 – Massive Attack
Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do subskrypcji RSS.
Trackbacks/Pingbacks
- Open'er #3 - Kasabian | Tucholski.eu - Kultura, która Cię otacza - [...] #0 – Wprowadzenie, #1 – The Hives, #2 – Pearl Jam, #3 – Kasabian, #4 – Mando [...]
- Open'er #6 - Klaxons | Tucholski.eu - Kultura, która Cię otacza - [...] skandynawskich Hivesach i Mandoś Diao pora na wielki powrót do tradycyjnego miejsca wylęgu dobrej muzyki – na Wyspy. Ze ...
- Open’er #9 – Kings of Convenience « HGFD – Media Telewizja Radio - [...] Open’er #4 – Mando Diao [...]

Moje największe odkrycie lutego, zaraz przed Damien Rice’m.
“Gloria” złapała mnie dopiero teraz, po obejrzeniu video, ale… muszę niestety przyznać, że mało co rozumiem z tekstu. Muszę wszystko wyczaić, bo to najmocniejszy punkt tego kawałka, jak czuję.
A póki co zatapiam się w magicznym “I’m falling in love with your favourite song…”. :)
Ja też dopiero po ładnych kilku przesłuchaniach złapałem większość tekstu, a i tak bez lyricsów się do ogarnięcia całości nie obyło. Pogoogluj, warto :)
Dla mnie wymiatają przy albumie “Hurricane Bar”. Chociaż i tak nie jest to mój ulubiony zespół indie rockowych, lecz dla mnie dają rade. Myślę, że rozkręcą Open’era.