Opublikował Andrzej Tucholski | 9 komentarzy
Sklep.gram.pl – nieładnie
Nie mam raczej w zwyczaju publicznie narzekać. A tym bardziej skarżyć. Są jednak takie chwile w życiu każdego z nas, że nie pozostaje nic innego, jak tylko podnieść ku niebu bezsilną pięść. Szczególnie, gdy rozwiązań siłowych zabrania aktualnie obowiązujący kodeks karny a jakichkolwiek dalszych działań się odechciewa.
Tak też i było w moim przypadku, gdy parę tygodni temu zdecydowałem się skorzystać z usług oferowanych przez sklep.gram.pl, pomimo jego postępującej metamorfozy (która, delikatnie mówiąc, wybitnie mi się nie podoba). A o co poszło?
Otóż, wiedziony bardzo kuszącą promocją (dwie gry w cenie jednej), pokierowałem mym kursorem przez kolejne okna składania zamówienia aż dotarłem do punktu, w którym zostałem postawiony przed wyborem preferowanego sposobu dostawy. Kojarzysz trud związany z koniecznością opowiedzenia się po jednej z dwóch, równie odpychających stron? Nie chciałem ani drogiego kuriera ani powolnej poczty. Najchętniej wybrałbym niezawodną dostawę do, świętej pamięci, fizycznego sklepu.gram.pl (w którym miałem zresztą okazję drzewiej pracować). Ale, niestety, punkt zlikwidowano. Dlatego wybrałem najbardziej okazyjną opcję. Dostawę do wybranego przeze mnie sklepu sieci Sferis.
Miało być dobrze, wyszło jak zwykle.
Falandyzacja regulaminu
Czternastego maja, o godzinie 9:36 rano złożyłem zamówienie na dwie sztuki Skate 3 (której to gry brief-recenzja wkrótce do przeczytania) i wybrałem płatność przelewem via mTransfer. W następnym kroku procedury, po zapoznaniu się z opcjami dostawy i wybraniu tej felernej, mój sposób zapłaty sam przeskoczył na wersję osobistą.
Doprowadziłem zamawianie do końca, potwierdziłem co trzeba, dostałem wreszcie upragnionego e-maila wiążącego transakcję.
Witaj Andrzej,
Dziękujemy za zainteresowanie ofertą internetowego sklepu gram.pl.
Twoje zamówienie zostało potwierdzone. Zamówienie zostanie zrealizowane w ciagu 24 godzin, wybraną przez Ciebie metodą dostawy. Dziękujemy.
I w ten oto sposób zaczęły się problemy. Byłem przekonany, że paczkę dostanę najpóźniej w sobotę (zakładając jednakże, że może ona też dojść do sklepu w poniedziałek rano). Wszystko zależy od interpretacji regulaminu:

"Wysyłka tego samego dnia", jasne.
Już pomijam, że zapomnieli wyciąć linijkę o odbiorze w sklepie na Metrze Centrum. Raczej interesuje mnie ta linijka o zamawianiu przed południem i wysyłce tego samego dnia. Punkt Sferis w warszawskiej Arkadii (wybrany przeze mnie) działa w weekendy, więc łudziłem się resztkami nadziei, że może paczka wysłana przed 15 w piątek jakoś się na sobotni ranek tam doczłapie.
Magazyn niczym kieszeń Doraemona
Niestety, status zamówienia pozostał niewzruszony przez cały weekend. Nie do końca uszczęśliwiony stanem rzeczy napotkanym popołudniu w poniedziałek zadzwoniłem na infolinię próbując się dowiedzieć, gdzie też się moja paczka poniewiera. Otóż zostałem poinformowany, że coś zostało w systemie źle wpisane i, podsumowując to co zrozumiałem z wypowiedzi pomagającego mi pana, przez połowę piątku sprzedawali gry, których fizycznie nie mieli w magazynie. Nieładnie.
Dowiedziałem się jednakże, że najpóźniej jutro (tj. osiemnastego maja) wszystko już będzie okej.
Uwierzyłem.
Pod górkę i pod górkę
Wiedziony zmianą statusu zamówienia na wysłano zdecydowałem się pójść w tamten wtorek do Arkadii. Na miejscu dowiedziałem się, że wysłano nie oznacza gotowe do odebrania. A także spotkałem się z bezbrzeżnym zdziwieniem pana, po co ja w ogóle do nich jechałem bez dostania hasła odbioru na komórkę. A o braku mojej przesyłki dowiedziałem się z poprzedniego bezbrzeżnego zdziwienia – przecież bez numeru zamówienia nie mogą sprawdzić jego stanu. Okej, może to tylko ja, ale czy w świecie powszechnego załatwiania spraw nazwiskiem (rezerwacje w kinach i hotelach, wszystkie inne znane mi sklepy internetowe. Ewentualnie rozszerza się dane adresem lub numerem telefonu) takie trzymanie się procedur nie wygląda dziwnie?
No nic. Jeszcze wtedy nie chciało mi się jakoś specjalnie z systemem wojować. Wtorkowym wieczorem faktycznie moja komórka zawibrowała zwiastując nadejście owej kluczowej w naszej dzisiejszej historii wiadomości. W środę zaś – uzbrojony w kartkę z numerem zamówienia oraz w pełni naładowaną nokię w kieszeni – znowu stawiłem się w salonie Sferis. Gdy już praktycznie wszystko miało się ku końcowi (bo ekstremalnie długim czasie oczekiwania aż ekipa poradzi sobie z miliardem papierków i faktur związanych z paczką) okazało się, że nie można zapłacić kartą. Także więc do mojej uroczej przygody możemy jeszcze dopisać hasanie po centrum handlowym w poszukiwaniu bankomatu.
Odradzam
O ile jeszcze wymóg meldowania się kodem i hasłem smsowym, pomimo utrudnień, można zrozumieć (ot, taki system) to już sprzedawanie nieposiadanego towaru, opóźnienia i nieścisłości w powiadamianiu oraz brak możliwości płatności kartą zakrawają na marny żart.
Jeśli już kupujesz coś w sklepie gram.pl nie wybieraj dostawy towaru do najbliższego punktu Sferis. A przynajmniej nie w najbliższej przyszłości – synchronizacja sklepu internetowego z siecią salonów fizycznych szwankuje i irytuje. A jeśli nawet wybierzesz dostawę pocztą lub kurierem, zadzwoń wpierw i upewnij się, czy mają towar na magazynie.
Bo, bądź co bądź, sprzedawanie czegoś, czego się nie ma (a szczególnie, gdy sklep szczyci się wysyłką tego samego dnia bądź jej szybkością w ogóle) jest bardzo, ale to bardzo nieładne.
Cóż. Aliud est facere, aliud est dicere.
♣
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do subskrypcji RSS.
Trackbacks/Pingbacks
- Gdzie kupić deskę? | Tucholski.eu - Kultura, która Cię otacza - [...] wyżej wymienionym kumplem dwie sztuki gry Skate 3 (którą to przygodę miałem już przyjemność opisywać). Swoją drogą, niebawem skrobnę ...

Ja jakoś z pół roku temu odbierałem w Sferisie i żadnego problemu nie uświadczyłem. Ale to już ta wyższość Poznania nad Wa-wą. Albo kwestia (nie)szczęścia, które też może w niektórych miejscach Polski źle ogniskować ^^
Na szczęście, a może i nieszczęście w Opolu nie ma żadnego salonu Sferis – pozostaje mi więc jedynie przesyłka kurierska, która kosztuje bodajże piętnaście złotych i parę groszy. Wcześniej zawsze zamawiałem Pocztą Polską za 6 PLN i o dziwo gry, czy inne produkty przychodziły mi zawsze na trzeci dzień od złożenia zamówienia. Czyli moim zdaniem nawet nieźle. Teraz zaraz koło mojego domu budują drugie Media Markt, więc prawdopodobnie to właśnie tam będę chodził na zakupy :)
Cóż, o tej stronie sklepu Gramu nie wiedziałem – moje standardowe, dostarczane do domciu przesyłki zawsze dochodziły sprawnie. Szkoda, że takie pozornie wygodne rozwiązanie, jak wybrane przez Ciebie, szwankuje.
Teoretycznie w moim przypadku Poczta też jest najbardziej niezawodna. Tania i w miarę pewna. Tylko, że czasem woli się na 80% procent dostać grę jutro niż na 100% za 3 dni :)
W tamtym roku w wakacje zamawiałem MGS’a w Świecie Gier na ich stronie. Miałem identyczny niemalże problem, gdyż sprzedawali towar którego nie posiadali. Po dwóch miesiącach nie otrzymałem gry, ale przynajmniej pieniądze. Hello? 2 miesiące?! Nauczony doświadczeniem nigdy nie płacę z góry (chyba że chodzi o coś za co nie da się płacić inaczej np. pre paid) i nie kupuję w świecie gier na ich stronie. Ponadto zablokowano im konto na allegro z tegoż samego powodu – braku towaru, który sprzedają. Zapytałem mojego Taty (prawnika) czy mogą to robić. I z tego co pamiętam (mówił to rok temu) jest jakaś ustawa pozwalająca sprzedawać towar, którego się nie ma, ale wszystko jest jakoś regulowane czasowo, żeby między zakupem a dostawą nie może minąć bodajże miesiąc.
Ja miałem 2 podobne sytuacje:
http://forum.gram.pl/forum_post.asp?tid=35166&pid=3419
http://ja.gram.pl/blog_wpis.asp?id=250969&n=110
Ot, po prostu normalka w sklepie grammu. Słyszałem już podobne historie… w sumie to ja zawsze wybieram kuriera, nie wiem, chyba bardziej ufam, nawet, jeśli trzeba płacić.
Wiesz Sephi, czasem tak jest, czasem tak nie ma. Ja zamówiłem MGS: Peace Walker. Wiedziałem, że nie ma go jeszcze w magazynie, bo w końcu nie doszło jeszcze do premiery.
A ta miejsce miała w tamten czwartek. Zamówiłem z dostawą do punktu odbioru osobistego w Lublinie (który w dzień zamówienia nie funkcjonował jeszcze oficjalnie, dopiero od piątku, a gra na miejscu była już w czwartek) i… nie uwierzysz jak się zdziwiłem, kiedy się dowiedziałem, że gra jest tam, gdzie powinna być, jeszcze w dzień premiery.
No, ale u Ciebie jest zupełnie inna akcja i… myślę, że powinieneś wybaczyć. Niby to banalne, ale… zdarza się. Po prostu.
Luz, znam realia. Bywało, że miałem produkt “na dzień przed”, bywało, że nie dotarł w ogóle.
Anyways, napisać warto.